wtorek, 16 lutego 2021

„Czy jestem bestią, którą sobie wyobraziłeś?” – Kulturowe pastwienie się nad Michaelem Jacksonem

 Autor tłumaczenia: M. R.


Autor: Joseph Vogel, prof. Merrimack College

Artykuł po raz pierwszy opublikowano 02.11.2011 na łamach „Huffpost”, aktualizowano 02.01.2012.



Słyszeliśmy to zdanie podkreślane raz za razem w ciągu ostatnich kilku tygodni: to nie Michael Jackson jest teraz sądzony, lecz doktor Conrad Murray [artykuł napisano w czasie procesu Conrada Murraya o nieumyślne spowodowanie śmierci Michaela Jacksona – przyp. M.R.]. Wiemy jednak, jaka jest rzeczywistość. To przecież „proces w sprawie śmierci Michaela Jacksona”. To on jest, jak i zawsze był, gwoździem programu, przyciągającym widowiskiem. To Michael Jackson znajduje się pod mikroskopem, gdy raz jeszcze myszkujemy po jego domu, gdy wścibiamy nos w jego dokumentację medyczną, gdy analizujemy jego ciało. I nawet jeśli opinia publiczna ma w sobie nieco więcej współczucia, odkąd Jackson zmarł, nadal jest on przedmiotem niekończących się szczegółowych badań i osądów.

Czy ma to jakiekolwiek znaczenie teraz, kiedy nie odczuje on już tego zadręczania? Czy przeciętnego człowieka powinno w ogóle obchodzić, że „celebrytę” Jacksona traktuje się z pełną bezwzględnością i brakiem poszanowania? Kampanie takie jak Voices [Głosy], której cykl „Słowa i przemoc” zwraca uwagę na niepokojący rozwój języka naszego społecznego dyskursu, mówią, że tak. Słowa mają znaczenie – i to bez względu na to, kogo biorą na celownik. Słowa, jak mogliśmy się ostatnio przekonać w kontekście znęcania się młodzieży i fali samobójstw, mogą prowadzić do druzgocących finałów.

Mogą być także użyte do tego, by inspirować i leczyć.

Wiedział o tym Michael Jackson. W 1988 roku zaprzyjaźnił się z chorym na AIDS Ryanem White’em, chłopcem zmuszonym opuścić szkołę z powodu nieustannych ataków słownych i gróźb przemocy. Jackson, jak powiedział White, pomógł mu wreszcie poczuć się normalnie. „Nie obchodziło go [Michaela], jaka jest twoja rasa, kolor skóry, czy jesteś w jakikolwiek sposób upośledzony albo na co jesteś chory”, wspominała matka Ryana White’a, Jeanne. „Kochał wszystkie dzieci bez wyjątku.”

White był jednym z tysięcy „outsiderów”, do których Jackson wyciągnął pomocną dłoń, z którymi się zaprzyjaźnił i których obdarzył swoją życzliwością. Identyfikował się z nimi. Rozumiał ich ból i samotność. Współodczuwał ich zmagania ze światem, który odmawiał im akceptacji ze względu na chorobę, wygląd, rasę, orientację, czy z jakiegokolwiek innego powodu.

Już jako dziecko, Jackson posiadał tę wrażliwość. Posłuchajcie piosenki Ben. Ból i współczucie w tym, jak ją śpiewa, są autentyczne („Nie rozumieją cię, jak ja / A tak chciałbym, by spróbowali”). Piosenkę można uznać za pierwszy artystyczny postulat, jaki Jackson wypowiedział w imieniu tych marginalizowanych i niezrozumianych. Pierwszy z wielu, jakie miały później nadejść.

Jackson zaczął być outsiderem już w dzieciństwie (bo nie było takiego czasu, kiedy czułby się „normalny” i nikt go nigdy za takiego nie uważał). Lecz natężenie tego uczucia oraz wrogość otoczenia spowodowana jego odmiennością z biegiem czasu tylko się nasilały. W eseju z 1996 roku zatytułowanym „Celebryckie dziwadło: groteskowa chwała Michaela Jacksona”, David Yuan argumentuje, jak to Michael Jackson jest definicją „dziwadła” naszych czasów. Żadna inna osoba publiczna na świecie nie wywołała porównywalnego natężenia szyderstw, analiz i zażartych dyskusji. Już tak wcześnie, jak w roku 1985, tabloidy przypięły mu metkę „Szurniętego Jacko” – określenie, którego nie znosił (nie dalej jak w tym roku media głównego nurtu kontynuowały odnoszenie się do niego per „Jacko”). W prasie często był nazywany „cudacznym”, „dziwnym” i „ekscentrycznym”. Bardzo niewiele z rzeczy, które powiedział czy zrobił od połowy lat 80. do końca życia, nie było opisywanych przez media w tych kategoriach.

Bezustannie drwiono z jego choroby skóry, bielactwa – do momentu ostatecznego potwierdzenia choroby przez sekcję zwłok większość ludzi w ogóle nie wierzyła, że na nie choruje. Szydzono z niego za jego miłość do zwierząt, do planety. Wykpiwano jego małżeństwa, jego trójkę dzieci, jego dom w Neverlandzie. Drwiono z jego seksualności, z jego głosu, z jego dziecinnego zachowania. Nawet krytycy jego muzyki nie mogli się powstrzymać, by nie wypełnić ponad połowy każdej recenzji pseudoanalizami jego psychiki i atakami ad hominem. Czy może istnieć jakakolwiek wątpliwość, że to traktowanie w mediach i ogółem w kulturze było nie czym innym, jak pastwieniem się?

Wątpliwości nie ma na pewno co do tego, że ofiara tych odczłowieczających ataków tak właśnie się czuła. Posłuchajcie słów jego piosenek. W Tabloid Junkie [Tabloidoholik] mówi o mediach jako o „pasożytach”, które wysysają z niego życie, wciągając opinię publiczną w pogoń za sensacją. W Stranger in Moscow [Nieznajomy w Moskwie] jest artystą na wygnaniu, zużytym i wyplutym przez własny kraj. „Błąkałem się w deszczu – śpiewa samotny wagabunda – Jak cień życia / Jak ktoś obłąkany”.

W Scream [Krzyk] jest już tak zmęczony tymi psychicznymi torturami, że błaga, „Och bracie, miej litość, bo już dłużej tego nie zniosę”. Jednak piosenka jest także wyrazem siły i determinacji („Ciągle wbijasz mnie w ziemię / I ciągle muszę powstawać”). Michael wraz z siostrą Janet ostro kontrują system, który słusznie uważają za skorumpowany i niesprawiedliwy. „Wyprzedajesz dusze – śpiewa Janet w jednym wersie – Lecz ja troszczę się o swoją”. To wyzywająca piosenka o przeciwstawianiu się okrucieństwu, nawet jeśli ból i oburzenie są tak głębokie, że mogą być wyrażone tylko gardłowym krzykiem.

Na przykładzie wielu piosenek widać, że Jackson wykorzystuje swoją muzykę jako wezwanie dla tych, którzy zostali źle potraktowani. W They Don’t Care About Us [Oni się nami nie przejmują] jest świadkiem w obronie tych, których pozbawiono praw obywatelskich i poniżono. „Powiedz mi, co stało się z moimi prawami – śpiewa – Czy jestem niewidoczny, bo mnie ignorujesz?”. W Little Susie [Mała Susie] zwraca uwagę na niedolę zaniedbanych i opuszczonych, opowiadając historię dziewczynki, której talenty pozostają niezauważone, dopóki nie zostaje znaleziona martwa u podnóża schodów w swoim domu („Podnoś ją ostrożnie – śpiewa Jackson – Jej włosy są we krwi”). Earth Song [Pieśń Ziemi] oferuje z kolei epicki lament podniesiony w imieniu planety i jej najbardziej bezbronnych mieszkańców (reprezentowanych przez wołający z pasją chór – „Co z nami!”). Przez takie piosenki (a także przez swój wizerunek), Jackson stał się swego rodzaju światowym reprezentantem „Innego”.

Mass media jednak nigdy nie miały szacunku tak dla inności Jacksona, jak i dla tych „innych”, w imieniu których przemawiał dzięki swojej sztuce. Zamiast tego znalazły sobie narrację prostą i dochodową – Jacksona jako ekscentrycznego „dziwadła” – i trzymały się jej przez niemal trzy dekady, sukcesywnie zwiększając zyski.

Prawdopodobnie najbardziej frapującą odpowiedzią Jacksona na wyobrażenie, jakie miała o nim opinia publiczna, było późne trio gotyckich piosenek: Ghosts [Duchy], Is It Scary [Czy to straszne] oraz Threatened [Zagrożony]. To w nich Jackson podsuwa pełnemu pogardy społeczeństwu lustro i mówi, by przyjrzało się swojemu groteskowemu odbiciu. „Czy to jest dla was straszne?”, chce wiedzieć. Piosenki oraz towarzyszące im wizualne reprezentacje ukazują nie tylko głęboką samoświadomość autora, ale także pełne przenikliwości zrozumienie działania toksycznych sił, które go otaczają i usiłują zastraszyć.

W krótkometrażowym filmie Duchy Burmistrz Normalnej Doliny (figura konserwatysty reprezentującego władzę, wzorowana po części na Prokuratorze Okręgowym Hrabstwa Santa Barbara, Tomie Sneddonie), drwi z postaci granej przez Jacksona: „Cudaczny chłopcze! Dziwaku! Cyrkowe dziwadło!”. Intersujące jest jednak, że to sam Jackson (w przebraniu Burmistrza) wypowiada owe słowa, a oglądający dostrzega sposób, w jaki zostały uwewnętrznione. Są obelgami mającymi naznaczyć, wypchnąć na margines, upokorzyć (co zresztą było głównymi celami polowania na czarownice urządzonego w roku 1993 oraz 2005). Dla Burmistrza obecność Jacksona wśród członków społeczności jest niedopuszczalna. Nie zrobił nawet nic złego; jego wina sprowadza się do tego, że jest inny – i ta inność stawia pozostałych w obliczu zagrożenia.

W tym wyrazie artystycznym Jackson jasno rozpoznaje sytuację, w jakiej go postawiono: jest definiowany przez siły zewnętrzne. Jest fantomem, którego ludzie skonstruowali we własnych umysłach. Zupełnie jak śpiewał w Is It Scary, „Jeśli chcesz zobaczyć ekscentryczną osobliwość / Przybiorę groteskowy kształt”. Będzie groteską, bo to jest to, co publiczność „chce widzieć”. Zostali urobieni, aby patrzeć na niego w taki właśnie sposób. Dalej w piosence Jackson uprzedza reakcje publiczności, pytając: „Czy dostarczam wam rozrywki / Czy tylko mącę wam w głowach / Czy jestem bestią, którą sobie wyobraziliście?”. Czy stał się czymś mniej niż człowiekiem? Dlaczego? Czy to przez wygląd zewnętrzny? Niejednoznaczną tożsamość? Nie ma wątpliwości, że Michael Jackson był inny. Pytanie jednak dlaczego ta inność wzbudzała w ludziach tak żarliwą potrzebę ubliżania i dręczenia.

Jedną z wartych uwagi cech życia i sztuki Jacksona jest jednak to, że odmawia on pójścia na kompromis w kwestii swojej inności. Nigdy nie staje się „normalny” w takim znaczeniu, w jakim to określenie jest reprezentowane przez Burmistrza Normalnej Doliny. Nie dostosowuje się do oczekiwań. Woli pozostać w zgodzie ze sobą i wręcz obnosi się ze swoją wielowymiarową tożsamością – co jest przyczyną frustracji wszystkich tych, którzy chcieliby zmierzyć go swoimi miarami. Jego sprzeczności były, jak to ujęła Susan Fast, „niezrozumiałe, niedające się rozgraniczyć i powodowały ogromny niepokój. Proszę, Michael, bądź czarny albo biały, homo lub hetero, wybierz rolę ojca albo matki, zdecyduj się między byciem ojcem dla swoich dzieci lub niemogącym dorosnąć dzieckiem, żebyśmy przynajmniej wiedzieli, jak wyrazić wobec ciebie naszą liberalną (nie)tolerancję. I postaraj się tych kodów nie pomieszać i nie używać ich wszystkich naraz.”.

Nawet ponad dwa lata po tragicznej śmierci Michaela Jacksona ludzie nadal nie wiedzą, za kogo go uważać. Jest zatem redukowany do łatwych etykiet, jak choćby „lekoman”. Zdjęcie jego martwego ciała powielono już chyba w każdym serwisie informacyjnym. To zwyrodniałe, będące nadużyciem zachowanie, przebrane tylko w maskę normalności. Może dlatego Jackson wybrał właśnie medium gotyckie jako środek do odparcia ataku. Był to sposób na odwrócenie sytuacji o sto osiemdziesiąt stopni, na symboliczne przedstawienie świata takim, jakim był dla niego: potwornym i groteskowym. „Horrorowe historie” Jacksona z całą pewnością nie miały stanowić jedynie rozrywki.

„Dziwaków nazywa się dziwakami – zauważył autor James Baldwin – i traktuje się ich, jak traktuje, to jest w większości odrażająco, bo są tymi jednostkami ludzkimi, które odzwierciedlają skrywane przez nas najgłębiej lęki i pragnienia.” W przypadku Jacksona owe „lęki i pragnienia” odnosiły się do wielu kwestii, włącznie z rasą, seksualnością, pieniędzmi i potęgą. Jednak oprócz stania się symboliczną postacią, na którą przerzucano projekcje tych kulturowych lęków, Jackson był także rzeczywistym człowiekiem, który próbował żyć swoim życiem. Pod koniec Is It Scary wyjaśnia: „Nie ma we mnie nic z tego, czego szukasz”, zanim wyjawi współodczuwającemu słuchaczowi: „Lecz jeśli przyszedłeś zobaczyć / Czystą prawdę / Ta jest tutaj, na dnie samotnego serca / A zatem przedstawienie czas zacząć!”.

Jak na ironię, to w owym „przedstawieniu” jego sztuki znajdujemy „czystą prawdę”. To w sztuce egzorcyzmuje swoje demony i przekuwa udrękę na kreatywną energię. To tutaj kruszą się mury i opadają maski. Dla zewnętrznego świata może być widowiskiem, karykaturą, dziwadłem; lecz tutaj nareszcie, w swojej muzyce, obnaża duszę. Jest człowiekiem.

Pytanie brzmi: co widzisz?

*artykuł opublikowano także w ramach projektu edukacyjnego Voices: „Słowa i przemoc”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Dangerous" Michaela Jacksona obchodzi 30-lecie wydania, czyli parę słów o albumie, który w popowym nurcie nie utracił tego, co typowe dla gospel*

Tłumaczenie: M.R. [* gospel – chrześcijańska muzyka sakralna, wywodząca się z kultury czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych Ameryki...